"Love Actually" to film kultowy. Przez produkcję z 2003 roku przewija się plejada ówczesnych gwiazd światowego kina, ale i aktorzy, którzy furorę będą dopiero robić (sami zapomnieliśmy o tym, że Martin Freeman był tam jedną z drugoplanowych postaci). Pokazuje on bożonarodzeniowe zamieszanie od bardziej ludzkiej strony. Nie ma tu świątecznych cudów, ale skomplikowane postacie, które trafiły do serc widzów.
To dla wielu widzów obowiązkowa pozycja co roku przed świętami oraz inspiracja dla przyszłych twórców. Czyż "Listy do M." nie są polską odpowiedzią na "To właśnie miłość". Podobieństw jest aż nadto, ale to nie miejsce, w którym będziemy to analizować.
Zapoznaj się z pełną treścią przy użyciu darmowego konta
Zaloguj się teraz, aby uzyskać nieograniczony dostęp do naszych ekskluzywnych artykułów, pogłębionych treści i eksperckich materiałów